Na muchę

Moja pierwsza wędka to kij leszczynowy - rok 1964. Pierwszy spining kupiłem chyba w 1974. Na spining pstrągi łowię od 1992. Muchą zainteresowałem się, zupełnie przez przypadek, dopiero wiosną 2009. "Na poważnie" usiłuję łowić od wakacji 2010. Kręcę od początku 2010. Trzy krótkie sezony z muchą wystarczyły abym całkowicie odszedł od spiningu - może na emeryturze, jak będę miał dużo czasu na przyjemności... bo spining jednak ma sporo zalet, ale póki co, kiedy na wędkowanie mogę poświęcić jedynie dwa tygonie urlopu i sporadycznie 2-3 dni, łowię tylko na muchę. Dla mnie ta metoda jest kwintesencją wędkarstwa. Dlaczego ? Nie da się opisać - trzeba spróbować. I nie poddawać się, bo na początku łatwo nie jest... Wyeliminowanie wieloletniego spiningowego wymachu wędką nie przychodzi samo z siebie. Jeszcze przez kilka lat zdarzało mi się szarpnąć muchówką jak spiningiem, zwłaszcza kiedy chciałem szybko i daleko rzucić. Pierwsze próby łowienia na dwie nimfy kończyły się splątaniem zestawu jeszcze zanim go zarzuciłem. Dzisiaj uważam, iż jedynym sposobem dającym 100% gwarancję, że dwie nimfy w końcu i tak się nie zaplączą jest łowienie na jedną. Mimo wszystko, do muchy gorąco zachęcam. Niewiele rzeczy w życiu daje porównywalną frajdę. Mucha sprawiła jeszcze jedną zmianę w moim wędkarstwie - łowię lipienie. Wspaniała ryba !


Moje rady dla początkujących muszkarzy
Na co warto wydać pieniądze
Węzły muchowe
Skagit - nowy rzut dwuręczny

<= start    kontakt